Jaką kobietą chciałabym być? Nie ma takiej. Albo inaczej - ja nią jestem. Nie w sensie, że uważam się za ideał, ale po prostu akceptuję siebie, jestem świadoma swoich wad, nad niektórymi pracuję nad innymi niekoniecznie... Nie mam kompleksów pod kątem swojego wyglądu, bo uważam, że nie ma sensu się zabijać i dążyć do ideału - lepiej zaakceptować siebie. Mam bardzo duży dystans do swojej osoby - potrafię z siebie żartować, nawet być dość złośliwa w stosunku do siebie i... myślę, że to jest właśnie fajne. Jednego jestem tylko pewna - nie chciałabym nigdy być kobietą uległą. Mam swoje zdanie, mam do niego prawo i prawo do tego, żeby walczyć o siebie. I nigdy nie chciałabym być ideałem - ideały są nudne, a ja po prostu muszę zawsze mieć w sobie coś łobuzerskiego ;)