Książka czy film



8 odpowiedzi - 979 oglądnięcia Feed-icon
Wolicie czytać książki czy oglądać ekranizacje tych książek? Na przykład czy woleliście przeczytać Lalkę, czy też obejrzeć jej ekranizację? Podobnie z innymi dziełami typu Quo Vadis, Pan Tadeusz, Nad Niemnem i wiele innych. Jeśli chodzi o mnie to ja zawsze wolałam czytać książki. Wolę słowo pisane niż jakieś obrazki, które nie zawsze do końca muszą mi się podobać. Lepiej samemu sobie wyobrażać niż patrzeć na ekran jak ktoś inny to przedstawił, co często zresztą nie do końca pokrywa się z książką. A do tego aktorzy nie zawsze sie podobają. Zatem ja jestem z tych co lubią przede wszystkim czytać książki, a filmy zrobione na ich podstawie oglądam raczej niechętnie. W ogóle nie wiem czemu ale zawsze tak miałam, że nie przepadałam za filmami.



Jednak książka to jest to, rozwija wyobraźnię, a na filmie ma się podane gotowe obrazki i mało co się nad tym zastanawia. Ale mam znajomego, który ma zupełnie odwrotnie niż ja. On nigdy nie czytał żadnych lektur, tylko zawsze oglądał filmy. Uważa, że czytanie książek to strata czasu i można sobie szybko obejrzeć film i mieć z głowy ;) Ja zupełnie nie rozumiem takiego podejścia. Uważam to za jakieś lenistwo, no ale nie powinnam nikogo oceniać. O dziwo osoba tak, mimo że nie przeczytała w życiu żadnej książki (z wyjątkiem jednej paru tomowej, bardzo popularnej przed laty powieści dla dzieci bardziej niż dla dorosłych) dostała się na studia, a nawet je ukończyła.



Mimo tego, że osoba ta wychowała się na telewizji, różnych serialach, filmach, grach komputerowych i innych tego typu obrazkowych rzeczach, to jest to bardzo kulturalna osoba. Choć niestety robi straszne błędy ortograficzne, no ale poza tym jest OK. Jednak mimo wszystko nie wiem czy to dobrze, że z każdym pokoleniem społeczeństwo robi się coraz bardziej obrazkowe (czyli interesują ich tylko gry, filmy, głupawe seriale) a coraz mniej ceni słowo pisane, czyli mądre książki. Co o tym myślicie?
Będę krzyczeć... Będę krzyczeć jak jeszcze raz usłyszę, że społeczeństwo nie czyta... CZYTA! Nawet dość dużo czyta!



Ale wracając do tematu... Zawsze sprawdza się zasada, że książka jest lepsza niż film. Tak więc staram się zawsze najpierw czytać oryginał, a potem oglądać ekranizację. Jeśli mowa o lekturach to różnie, bo niektóre filmy widziałam w telewizji zanim wymagali ich ode mnie w szkole. Niektórych nie czytałam wcale, ale przy "Nad Niemnem" nawet film nie pomoże O_o Za to Quo Vadis lubię i wersji książkowej - czytałam kilka razy - i filmowej (pomimo, ze muszę oglądać pana Deląga... ale Michał Bajor nadrabia tą niedoskonałość filmu ;)). Tak więc zazwyczaj książka dużo lepsza niż film, ale czasami film jest umiejętnie zrobiony, scenariusz wprowadza kilka zmian i można je postawić na rowni. Na przykład "Zaklinacz koni" - film i powieść dosyć znacznie się różnią zakończeniem m.in. :)
Może domizzz zacznie na mnie krzyczeć, ale ja wolę filmy niż książki. Nigdy nie lubiłam czytać. Zapewne mam lekki uraz po czasach szkolnych, kiedy to nakazywano nam czytać książki. Osobiście nie lubię, jak ktoś mi mówi, co mam robić, więc to mnie zniechęciło. Wiem, że adaptacje filmowe często odbiegają od wydarzeń zawartych w książce, jednak i to nie przekonało mnie do czytania. Chociaż muszę przyznać, że ostatnio jadąc autobusem z nudów zaczęłam czytać książkę i mi się bardzo spodobała. Wtedy akurat ukazała się w kinach adaptacja tej książki i się na nią wybrałam. Jednak byłam bardzo rozczarowana, ponieważ w filmie nie było widocznych najważniejszych wydarzeń.
Nie będę krzyczeć, bo o gustach się nie dyskutuje :P Ale sama podajesz przykład ekranizacji, która nie oddała odpowiednio tego co było najważniejsze w książce. I tak jest w większości wypadków. Absolutnie nie ujmuję tutaj niczego filmom, bo jako odrębne dzieło może być całkiem niezły. Chodzi o to, że film ma określoną długość i zazwyczaj nie mieści się w nim wszystko to co na kilkuset stronach książki. Trzeba więc fabułę okroić, czasem trochę zmienić, żeby film się sprzedawał... Poza tym czytając możemy stworzyć sobie wyobrażenie bohatera według tego co napisał autor. Oglądając najpierw film a potem czytając książkę... już zawsze ten bohater będzie wyglądał jak Robert Redford, choćby w książce pisało, że ma kruczoczarne długie włosy. Dlatego wolę zaczynać od książki, nie lubię kiedy wygląd aktora rzutuje mi na wyobrażenie bohatera :)
Ja szczerze mówiąc wolę filmy od książek, których czytanie wymaga ode mnie poświęcenia więcej czasu, a jestem teraz na takim etapie życiowym, że brakuje mi go na wiele rzeczy. Tak czy siak nie wyobrażam sobie obejrzeć np. Quo Vadis bez przeczytania książki. Za to powinno się karać chłostą. ;) @ewa: A to czytanie książek jest wykładnią tego czy ktoś skończy studia czy nie? Jak ja chodziłem do szkoły, to starałem się czytać wszystkie lektury od dechy do dechy, natomiast sam z siebie przeczytałem mało książek (mowa o literaturze, nie liczę popularno-naukowych :P) i jakoś żyję. No nie róbmy z osób nieczytających / mało czytających jakichś osób upośledzonych umysłowo. ;)
Osobiście lubię poczytać ciekawe i bardzo wciągające książki, lecz uraz po szkolny został. Nakaz czytania książek w szkole wzbudził we mnie niechęć do książek i póki co ciesze się wakacjami i nie sięgam po żadną. Potem zapewne będzie praca i także nie będzie zbytnio sił i chęci na książki. Choć czas pokaże.
Fajnie jest przeczytać moim zdaniem książkę, a potem zobaczyć do tego film. Ostatnio zdarzyło mi się przeczytać książkę, na podstawie której był później nakręcony film "Milioner z ulicy". Jak dla mnie książka była fajna, i mogłam wiele rzeczy sobie wyobrazić, wyimaginować, czego w przypadku filmu nie można uczynić.
Jeżeli nie udaje mi się przebrnąć przez książkę, której 'treść' muszę znać - to oglądam.

Ale zawsze wolę przeczytać. To jednak esencja tego, co chce przekazać autor - film to interpretacja i czasem zmienienie faktów. Bardzo lubię czytać, ale ostatnio trafiałam na kiepskie książki. I czasu nie umiem wygospodarować (bo czas mam, ale przeznaczam na zupełnie co innego).

A "Lalkę" polecam, coś wspaniałego. Te uczucia, westchnienia...