Czy wierzycie w Boga?



8 odpowiedzi - 613 oglądnięcia Feed-icon
Ja wierzę. Choć nie znaczy to, że chodzę do Kościoła, bo wręcz przeciwnie ;) Nie chodzę i nie mam zamiaru. Uważam, że Kościół nie ma nic wspólnego z dobrą pełną miłości organizacją pomagającą ludziom... czyli tak jak to powinno być. Uważam, że w tej całej instytucji większości ludzi w ogóle nie obchodzi aby pomagać innym czy uczyć ich wartości chrześcijańskich, liczą się tylko pieniądze. Buduje się ciągle jakieś ogromne Kościoły, podczas gdy biedni ludzie nie mają co jeść. Księża jeżdżą drogimi samochodami, mają komórki, nie bardzo rozumiem jak to się ma do ubogiego życia Chrystusa? Zatem do Kościoła nie chodzę, ale w Boga wierzę, wierzę w to, że żył ktoś taki jak Jezus, który potrafił leczyć chorych, materializować chleb czy ryby, chodzić po wodzie, a w końcu życia zmartwychwstał.



Wracając jeszcze do tego Kościoła to myślę, że ma on jednak swoje zalety też. Bo uczy trochę ludzi moralności, wpaja im zasady moralne, np. te żeby się szanować, broni życia, sprzeciwia się aborcji czy małżeństwom homoseksualnym więc tak do końca źle z ta organizacją jeszcze nie jest. Szkoda tylko, że jednocześnie coraz więcej księży hołduje różnym zboczeniom. Ale myślę, że wynika to z tego, że po prostu dużo niedojrzałych ludzi decyduje się iść do zakonu, mimo że nie potrafią oni zapanować nad swoim popędem, nie mają silnej woli. A księdzem powinna być jednak osoba wyjątkowo wybitna i dojrzała, która potrafi nad sobą panować i nie czynić nikomu żadnej krzywdy. I między innymi dlatego, że w Kościele jest coraz więcej upadłych moralnie księży, to ludzie odwracają się od niego, coraz mniejszy jest szacunek do tej instytucji. A co za tym idzie ludzie nie przestrzegają wartości moralnych, bo nikt im nie daje przykładu.
Wierzę, ale nie bezwarunkowo. To znaczy mam swoje zdanie, z którym pewnie nie jeden ksiądz by się pokłócił. Do kościoła nie chodzę i nie chodzę też do spowiedzi, bo nie czuję takiej potrzeby. No i przede wszystkim nie zgadzam się w dużej mierze z tym jak Kościół podchodzi do sakramentu małżeństwa. Przez całą trzecią klasę liceum lekcje religii dotyczyły małżeństwa i rodzicielstwa i na co drugiej lekcji łapałam się za głowę co za bzdury są przez tą instytucję promowane. Niejedną kłótnię z katechetką mam za sobą. Nie zgadzam się z tym jak Kościół podchodzi do homoseksualizmu i jeszcze do kilku innych spraw. Dlatego staram się trzymać na uboczu, co jednak nie zmienia faktu, że wierzę w istnienie Boga i życie Chrystusa.
Wierzę w Boga i do kościoła też chodzę. Natomiast nie zmienia to faktu, że postawa kościoła zostawia wiele do życzenia. Księża prowadząc mszę, chcą ją jak najszybciej skończyć, a co najważniejsze zebrać jak najwięcej pieniędzy na tacę. Najśmieszniejsze jest to, że u mnie w kościele parafialnym, ksiądz wychodzi przed budynek z tacą, natomiast, żeby dostać komunię trzeba do niego wejść. Poza tym kazanie zawsze jest odbębnione przez księdza. Mówi bardzo wolno, żeby udać, że niby kazanie jest dłuższe i zawsze opowiada całą ewangelię, nawet nie interpretując jej. Msze Święte u mnie kościele nie dają mi wiele, natomiast msze w kościele, gdzie studiuje są zupełnie inne. Tam warto iść, ponieważ księża są pozytywnie nastawieni do ludzi. Gdy wychodzi się z kościoła, ksiądz z każdym się żegna podając mu rękę.
Ja na pewno nie wierzę w Boga w takiej formie, jaką przedstawiają największe religie świata. Siła sprawcza - być może, ale tego nigdy się nie dowiem, dlatego też mam coś w sobie z agnostyka i ateisty. Przede wszystkim nie potrzebuję Boga by żyć jako człowiek dobry, ściśle przestrzegający określone reguły moralne. A to czy po śmierci nagle okaże się, że tak naprawdę życie to nie tylko jałowy byt na ziemi, który kończy się zjedzeniem przez robaki i nieskończoną nicością, to będzie dla mnie przyjemne zaskoczenie. Natomiast boli mnie to, że w tym kraju np. innowierca jest uważany jako człowiek innej, gorszej kategorii, a już najgorsza jest presja ze strony religijnej rodziny, gdzie jeśli chce się mieć spokój, to wbrew swoim przekonaniom trzeba odbębniać religijne rytuały. Dobrze, że nie urodziłem się w jakimś arabskim kraju, tam to bym miał przewalone. :)
Rzeczywiście w naszym kraju jest presja ze strony Kościoła Katolickiego. I rzeczywiście w wielu przypadkach nie jest to fajne, bo propaguje się często wizerunek ateistów czy innowierców jako 'złych ludzi'. Brakuje nam - Polakom - podstawowych zdolności tolerancji i akceptacji tego, że ktoś może mieć inne zdanie, wierzyć w coś innego i mieć przy tym takie same prawa. Katolik w Polsce to często człowiek zacofany i to jest chyba to co mnie osobiście odrzuca od Kościoła. Bo ja chcę wierzyć, a jednocześnie dopuszczać możliwość, że to nie jest jedyna obowiązująca wiara, że są inne i ich wyznawcy też mają swoje prawa. Przy czym to akurat nie jest chyba kwestia księży, a samych wiernych, którzy miewają klapki na oczach i widzą tylko to co jest przed nimi. A wszystko dookoła jest be i niedobre. Przykre, ale prawdziwe...
Wierzę w Boga i to jakoś mnie prowadzi przez życie. Modlitwa, spotkania w kościele. Wszystko to ma swój cel. Lecz żeby to docenić trzeba w życiu wiele się nauczyć i mieć w sobie bardzo dużo pokory i nie łączyć tego z fascynacją zmieniających się czasów i idącej w przód techniki. Religia to religia połączona z wiarą, która ma pomagać nam iść godnie przez życie. Ksiądz to także człowiek, także miewa chwile słabości. A ludzie to tylko parszywe istoty, które widzą błędy innych a nie swoje. Taka prawda.
Prawdopodobnie Bo istnieje, choć nigdy na 100% nie zostało to udowodnione i chyba nigdy nie zostanie. Osobiście wierzę w Boga, nie wierzę jednak w kościół jako instytucję oraz księży. Uważam, że ksiądz to jest zawód, profesja podobnie jak prawnik, lekarz czy jakikolwiek inny. Za dużo się słyszy różnego rodzaju historii dotyczących księży, by być święcie przekonanym o ich misji do której powołał ich Bóg.
Pytanie "czy WIERZYSZ w Boga?" - a przecież wiary nie można udowodnić na 100% I to jest w tym tajemnicze i piękne.
Wierzę w Boga i chodzę do kościoła. Wielu rzeczy nie rozumiem, z częścią prowadzę wewnętrzną walkę. Ale to nie znaczy, że tak ma zostać. Staram się słuchać tego, co mówią na mszy. Nie przyjmuję jednak wszystkiego bezkrytycznie.
A co do księży to są oni bardziej kuszeni do złego od zwykłych ludzi. Szatan swoje "starania" wkłada w sprowadzenie ich na zła drogę, bo wiele osób patrzy na ich postępowanie.