Logo-text2

Grawitacja
(Hans)
tutaj pływasz jak w kisielu
zamiast prostej drogi, schody
to normalne jest dla wielu
nie dla tych, co wskoczyli chociaż raz do wody
wyprzedzam bezsens i za sensem gonię
szukam celu, który dla mnie jak pochodnia płonie
jak nie chwycę go w dłonie to po mnie, koniec
utonę jak kamień w wodę
a toń jest ciemna i zimna na dole
kto chce być w miejscach gdzie musi boleć
gdzie klękasz w pętach i studiujesz pokorę
zmieniasz elementarz życia na piętna i chorobę
co dobre, może skończyć się szybko
co mądre, zdolne jest zmienić rzeczywistość
gdzie mądrość i miłość idzie w parze z siłą
nie ma takiej rzeczy, której by nie zwyciężyło
duma, którą czasem trzeba przełknąć
jak fundament bez którego możesz pęknąć
a świat to stal, żeliwo, beton, piekło i raj, paliwo, pieniądz
piękno i strach, ofiary, mięso
biznes plan, większość i mniejszość
musisz mieć coś co nada sensu
i jak grawitacja utrzyma w miejscu
byś znalazł siłę i mądrość w sercu
i szedł jak taran nie bojąc się przeszkód
byś stał jak skała w deszczu protestów
stał jak skała w deszczu protestów

{refren}
potrzebne mi przyciąganie ziemskie
więcej, bo inaczej wzlecę na wietrze
powód dla którego zostać tu zechce
zatrzymaj mnie tu i wyciągnij rękę
tak, potrzebna mi grawitacja
coś co podpowie mi stój
inaczej czeka mnie emigracja
prosto w kosmos z dala od teraz i tu

(Deep)
stan nieważkości przezwycięża grawitację
samotność milczeniem spycha gwałtem degradacje
rozsądek z zapomnieniem walczą znów o dominację
jak Gabriel z Lucyferem o nagrobne inkantacje
presonifikacje lęków już szykują mata
węszą specyfikacje stanów duszy brzmią na trackach
i uwierz mi szaleństwa ma swój gorzki smak i zapach
upadek pełznie a depresja człapie na czworakach
ten teatr pacynek na linkach gra dramat
tu teraz, alkohol w mych krwinkach jak trama
podaj mi atropinę odrobinę w żył kanał
bądź nitroglicerynę abym wysadził ten banał
lusterek nie widać, na pierwszy rzut oka, stal
zrezygnowania też, gdy mi wszystko ganz egal
stan nieważkości w pustce, myśli idą w szał
wirują jak cyklon, niemożliwe żebym wstał
muzyka marina gra w tle, zegar tyka
raz otwartych drzwi do piekła się nie domyka
kroczę schodami w dół, ponoć uszlachetnia ból
i nie pomaga pół postawione znów na stół
i proszę cię słońce, proszę utrzymaj mnie w pionie
gdy maski zła wciągają klej, którym tonę
i bądź tym co trzyma mnie jak grawitacja w miejscu
wiarą w sens, nadzieją rozpaloną w sercu

odpowiedzialność ciąży i uskrzydla gdy masz stać
gdy upadasz pod nią, miłość obedrze ci twarz / {x2}

{refren}
potrzebne mi przyciąganie ziemskie
więcej, bo inaczej wzlecę na wietrze
powód dla którego zostać tu zechce
zatrzymaj mnie tu i wyciągnij rękę
tak, potrzebna mi grawitacja
coś co podpowie mi stój
inaczej czeka mnie emigracja
prosto w kosmos z dala od teraz i tu