A ja z nieśmiałości... wyrosłam. Nie w stu procentach oczywiście, ale w dużej mierze. Jako mała dziewczynka nawet 'dzień dobry' bałam się powiedzieć, z czasem mi przechodziło. Podejrzewam, że jest w tym zasługa mojej silnej woli. W wielu przypadkach potrafię sobie coś po prostu wmówić i tym sposobem to osiągnąć. Tak samo z nieśmiałością - żeby było abstrakcyjnie, bardzo lubię towarzystwo, lubię poznawać nowych ludzi, przebywać z nimi. Nieśmiałość trochę mi to utrudniała, więc powoli zaczęłam sobie hmmm... tłumaczyć ;) że to bez sensu, przecież mnie nie pogryzą, a nawet jak coś powiedzą to ich problem a nie mój. Jestem w tej dobrej sytuacji, że nigdy nie miałam żadnych kompleksów i mam ogromny dystans do siebie :)